[blockstart:500]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
WIELKA BITWA NA DZIKIM PUSTKOWIU
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

<picture:$local$\graphics\bitwa.pcx>

Na pustyni ujrzelimy wielk armi Zohanowatego. Przybili oni z odsiecz odzyska utracon twierdz.

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Wic tak to si zakoczy... Ponownym rozlewem krwi."

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Jestem miosiernym Kalifem. Jeeli rzucicie bro tu i teraz to daruj wam ycie. Bdziecie robi w kamienioomach do usranej mierci, ale lepsze to ni zosta zjedzonym przez spy."

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Nie przewidziae jednego... Zaprawd masz przewag liczebn... Ale to oznacza wiksze lagi!"

...

Dowdcy obu stron wycofali si w kierunku swoich wojsk. Posiadasz jeszcze jedn ukryt przewag... Zohanowaty nie spodziewa si, e przyprowadzisz tutaj wasne woaki, przywoane za pomoc egipskich otarzy!

Ustal dobr taktyk na t bitw.

Zapisz gr.

Niech si dzieje wola nieba.

[blockend:500]

[blockstart:501]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
ZWYCISTWO!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Brawo, brawo, brawo... Moje gratulacje."

<picture:$local$\graphics\bozy.pcx>

"Jeszcze co tam szczekasz?"

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Dumny jeste z siebie? Wanie zabie okoo piciuset ludzi. Stracie przynajmniej stu swoich ludzi. Kady z tych osb to osobne ludzkie ycie. ycie ktre miao marzenia i kochajc rodzin, ktra czekaa na t osob."

<picture:$local$\graphics\bozy.pcx>

"Powiedzia Zohanowaty..."

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Nie widzisz, cepie, e ta szabla wci jest czysta? Nie ma na niej ani kropelki krwi. Nasze wojska same si tuky.

Powiedz mi...

Ilu ludzi faktycznie TY zabie? TY. Nie liczc Twojego wojska. Czy nie byo tak, i podczas caej wojny siedzielicie w swojej wiosce i walilicie konia? Byleby tylko nie zgin? Czy dokadnie tak nie byo? Mwi tutaj o was 3. Korzen-Sran, Kai-Suka i Boydebil. Wielcy mi wojownicy.

Widzisz ile tutaj jest czach? Dumni jestecie z siebie?

Uniknlibymy tego, gdyby Twoi ludzie nie byli debilami. Gdyby "moje" i "twoje" nie byo ide wart umierania. 

Wysaem posacw do Twoich ludzi i zoyem im propozycj. Od dzisiaj zamiast pracowa dla Ciebie pracuj dla mnie. I tyle. Nic si nie zmienia w ich yciu. Nic a nic. Zapewne w duszym terminie yoby im si lepiej, bo na moich ziemiach zawsze panuje dobrobyt. Powiedziaem im: albo pracujecie dla mnie albo nie pracujecie w ogle, bo nie bdziecie yli. Zoyem im propozycj nie do odrzucenia. I wiesz co zrobili Ci debile? Odrzucili j!

Tak samo bizantyjczycy i saraceni z zachodu...

Woleli umrze ni pogodzi si z utrat tosamoci. Nie mogli si pogodzi, e "moje" oraz "nasze" stanie si "ich". Bali si sw. Bali si rzeczy, ktre nie istniej. 

Widzisz...

Sowa dziel si na dwie kategorie.

1 kategoria - sowa, ktre odnosz si do rzeczywistoci. Takie jak drzewo. Ptak. Szabla. Piasek.

2 kategoria - sowa, ktre nie odnosz si do rzeczywistoci. Sowa, ktre mwi o rzeczach, ktrych nie ma! Takie jak honor. Ojczyzna. Sprawiedliwo. Cnota. Podzia na moje i twoje.

Wanie przypomnia mi si pewien wizie, ktrego kiedy pojmaem... Miaem ju obci mu gow, ale powiedziaem, e spenie jego jedno ostatnie yczenie. 

Wizie powiedzia: "Zanim umr chc zobaczy moj ojczyzn po raz ostatni". Okej. Da si to speni. Zaoylimy mu worek na gow i maszerowalimy dwa dni. 

Po dwch dniach stanlimy na wzgrzu i powiedziaem mu: "Patrz. Oto Twoja ojczyzna". 

Wizie odpar: "Ahh. Moja kochana ojczyzna. Moje kochanie Indie. Pikne indyjskie drzewa, pikne indyjskie kwiaty. Pikne indyjskie niebo. Bd za Tob tskni!"

Na co odparem: "A sory. To jednak nie tutaj. To mj kraj. Indie s po drugiej stronie. "

Wybuchlimy wszyscy miechem. Na co reagowa ten wizie? Faktycznie na swoj ojczyzn? Na pikne indyjskie drzewa? Nie. Reagowa na sowa w swojej gowie. W rzeczywistoci nie ma czego takiego jak "indyjskie". adne drzewo nie jest indyjskie. Wszystkie granice i podzia na kraje wymyli gupi czowiek. Gdyby nie byo ludzi na ziemi nie byoby krajw. Nie byoby sowa "drzewo", "ptak" czy "kwiat". Kade sowo ignoruje indywiduum. Ignoruje unikalno danej rzeczy. Bez gupich ludzkich istot wszystko byoby sob jako jedyny, unikalny i niepowtarzalny byt - bez etykietki w postaci "imienia".

Twoja walka i walka Twoich ludzi jest w imieniu sw, ktre nie istniej. To nie jest Twoja ziemia. Mylisz, e ziemia o ktr walczye bya Twoja? Twoja ojczyzna? Jeeli tak - to pomyl co byo w tym miejscu 10 000 lat temu. A teraz pomyl co bdzie w tym miejscu za 10 000 lat.  

Widzisz... nic tak naprawd nie jest Twoje. Caa krew, ktra zostaa dzisiaj przelana.... Zostaa przelana za idee ktre nie istniej.

Tak bardzo nie moge si pogodzi, e ta ziemia nie bedzie ju twoja, e wolae umrze ni dopuci taki scenariusz.

I ty nazywasz mnie szalecem?

Ci, ktrzy umieraj za ojczyzn, kraj czy wiar to gupcy. Umieraj za rzeczy, ktre nie istniej. Zwaszcza Ci, ktrzy umieraj za swojego "jedynego i prawdziwego" boga. witego produkuje si za pomoc tych samych mechanizmw co terroryst. Terrorysta dla jednej kultury jest witym dla drugiej.

Ahh, gupi ludzie, gupi ludzie...

Ale ju si z tym pogodziem. Kiedy zastanawiaem si czy to ja jestem szalony, czy to cay wiat jest szalony. Teraz ju wiem, e to drugie. Czasem czuj si jak dorosy w piaskownicy. Jak czowiek wrd map. Jak gringo wrd dzikich plemion.

Wiem co teraz trbi w Twojej gowie... Chcesz nazwa mnie hipokrytom. Przecie sam posiadam wielkie imperium i wykorzystuj gupot swojego wojska, by podbija coraz to nowe ziemie.

Pozwl, e Ci to wyjani, misiaczku.

Wszystko co Ty robisz i kade dziaanie jakie podejmujesz jest skaone gupot. Nie jeste w stanie postpi inaczej ni oczekuje od Ciebie twoja kultura. Musisz by honorowy. Mie respekt. Broni wasnej ziemi. Jedyne co posiadasz to limitowana perspektywa swojego krtkiego ycia w jednym miejscu na ziemi. Nie widzisz caego obrazu. Nie widzisz szerszej perspektywy. Jeste winiem. Za kadym razem kiedy podejmujesz jak decyzj... nie podejmujesz jej ty. Podejmuje j twoja kultura. Ty po prostu nie moge postpi inaczej.

Ja z kolei jestem wolny. Kade moje dziaanie zostaje podejte wiadomie. Dziaam. Ale moje dziaania wynikaj z wewntrznej wolnoci. Moje dziaania nie speniaj niczyich oczekiwa. Robi to co chc. Tacz swj wasny taniec. Moje dziaania nie s skaone moj przeszoci. Robi to co uwaam za stosowne w chwili obecnej.

Jeeli uwaasz, e moje czyny s ze... To musisz wiedzie, e z innej perspektywy s one dobre. Zapytaj moich ludzi. Zobaczysz jak mnie uwielbiaj."

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Dlaczego wic zabijasz, mordujesz, gwacisz i podbijasz narody? Dlaczego wybrae tak drog?"

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Bo mog. Mog zrobi co tylko zechc ze swoim yciem. To jest droga, ktr wybraem. Zamierzam podbi cay wiat. Uczyni sobie poddanym cay wiat, a nastepnie wymorduj wszystkich ludzi. Przynios apokalips gatunkowi ludzkiemu. To jest moje przeznaczenie.

Jestem sprytniejszy, mdrzejszy i bardziej inteligentni ni wy trzej razem wzici. Nikt nie ma ze mn szans. Kady nard, ktremu wypowiadam wojn, prdzej czy pniej pada przede mn na kolana. Moi wrogowie nigdy mnie nie zabij. Zawsze znajd drog ucieczki. Jestem niepokonany. Bez problemu mgbym zebra tutaj kilkutysiczn armi. Wtedy mgby sobie te woaki co najwyej wsadzi w dup. Ale na razie pozwol wam y. Mam inne sprawy na gowie. Moja armia wanie prowadzi oblenie Bombaju. Lecz pamitaj. Pewnego dnia tu wrc i odbior co moje.

Nie macie ze mn szans. Ja wygrywam za kadym razem... tylko nie podczas walki z TOB. Mwic TOB mam na myli Ciebie - po drugiej stronie monitora. Osob, ktra czyta teraz ten tekst.

Za kadym razem kiedy TY i JA walczymy... zawsze na kocu przegrywam. Masz dostp do nieskoczonej siy jak daj Ci zapisy gry. Przyznaj si... Ile razy wczytywae gr?

Jednak tak jak JA nie mog zabi CIEBIE - tak samo dziaa to na odwrt. Nigdy mnie nie pokonasz. Nieskoczona sia trafia na nieprzesuwalny obiekt.

Ty nigdy mnie nie zabijesz. Ja nigdy Ciebie nie pokonam. Jestemy skazani robi to przez wieczno...

Jest tylko jedna osoba, ktra jest w stanie mnie umierci... Ale nie bd dawa Ci wskazwek.

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Jak zamierzasz wyj z tej sytuacji? Jeste otoczony przez cae nasze wojsko. Na pustyni nie ma sposobu, aby przed nami uciek."

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Ehh... Ju Ci to mwiem. Za kadym razem kiedy mylisz, e przechytrzye Zohanowatego, to Zohanowaty przechytrzy Ciebie."

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Nie ma nic co moesz w tej sytuacji zrobi."

<picture:$local$\graphics\zohan.pcx>

"Jest jedna rzecz, ktr mog zrobi."

<picture:$local$\graphics\korzen.pcx>

"Jaka?"

<picture:$local$\graphics\smoke.pcx>

"Rzuci Smoke'a."

[blockend:501]





